GÓRA

Kiedy statek się zanurzył wciąż słyszałam muzykę

14 kwietnia 2020 { 204 odsłon }

Żaden z ośmioosobowej grupy muzyków Titanica nie mógł nawet przypuszczać, że kiedykolwiek zostanie uznany za bohatera i stanie się członkiem najsłynniejszej orkiestry świata. Wiele się mówi o ich wrażliwości i determinacji, o niezłomności, harcie ducha i niezwykłej odwadze, jaką się wykazali w obliczu tak niewyobrażalnej tragedii. Po ponad 100 latach, jakie upłynęły od katastrofy statku R.M.S Titanic wiemy o ostatnich chwilach ich życia bardzo dużo. Oddanie dla ludzi i dla muzyki oraz poświęcenie, z jakim trwali do samego końca tragicznych chwil do dziś wzbudza podziw i uznanie oraz przynosi im sławę, chodź każdemu z nich przyszło ofiarować za to najwyższą cenę - własne życie.

Jest wiele aspektów (poza muzyką oczywiście), które łączą członków orkiestry Titanica. Wszyscy oni podróżowali drugą klasą, na wspólnym bilecie oznaczonym numerem: 250654, a na pokład statku wsiedli 10 kwietnia 1912 roku w porcie w Southampton. Kabiny muzyków znajdowały się na pokładzie E. Co ciekawe, członkowie orkiestry nie znajdowali się na liście płac armatora White Star Line lecz byli zatrudnieni przez zewnętrzną agencję muzyczną z Liverpoolu C.W. i F.N. Black, która z kolei miała monopol na "dostarczanie pływających muzyków". Linia White Star posiadała oczywiście swój własny, oficjalny repertuar melodii i jednym z oczekiwań było to, aby zatrudnieni muzycy znali je wszystkie na pamięć. Wynagrodzenie muzyka grającego na statku pasażerskim było jak na tamte czasy bardzo przyzwoite. Do roku 1912 wynosiło ono 6 funtów i 10 szylingów oraz dodatkową dietę w wysokości 10-ciu szylingów miesięcznie. Następnie stawki te zostały mocno obniżone do równego poziomu 4 funtów, bez żadnych dodatków.

Oktet muzyczny orkiestry Titanica był podzielony na dwie grupy, które występowały w różnych miejscach i o różnych porach. Kwintet grał w porze podwieczorku, na poobiednich przyjęciach oraz podczas niedzielnych nabożeństw. Trio natomiast składało się ze skrzypiec, wiolonczeli oraz fortepianu i grało w sali recepcyjnej, przed restauracją à la carte oraz paryską kawiarnią. Przywilej słuchania muzyki granej na żywo przysługiwał wyłącznie pasażerom pierwszej klasy. W tamtych czasach gra orkiestry nie miała zachęcać wyższych sfer do tańca, muzyka stanowiła raczej dodatkowe tło podczas spożywanych posiłków, rozmów na salonach lub gry w karty. Muzycy prawdopodobnie po raz pierwszy i jedyny zagrali wspólnie dopiero po wyjściu na pokład tonącego statku. Był to najważniejszy i ostatni koncert w ich życiu.

Pani John Murray Brown, która wraz ze swoją siostrą została uratowana w ostatniej szalupie ratunkowej, zabranej z pokładu tonącego Titanica w notatce datowanej na 19 kwietnia 1912 r. zdaje następującą relację:

Zespół (orkiestra) grał maszerując od pokładu do pokładu, a gdy statek się zanurzył, wciąż słyszałem muzykę" - powiedziała. Kiedy ostatni raz ich widziałem muzycy padli na kolana w wodzie. Relacja kończy się słowami: "Zaproponowaliśmy pomoc kapitanowi Smithowi, ale ten odmówił.

Z tej samej relacji dowiadujemy się także:

Pani Astor była na łodzi ratunkowej z moją siostrą, panią Cornell. Słyszałem, jak pułkownik Astor powiedział jej, że zaczeka na swoją kolej wraz z innymi mężczyznami. Nasza łódź została niemal zassana przez wir tonącego statku."

Dowiedz się więcej o najsłynniejszej orkiestrze świata i poznaj bohaterskich muzyków, którzy zginęli na służbie 15 kwietnia 1912 r. dodając otuchy pasażerom tonącego Titanica:

ostatnio dodane publikacje